Gdy syn powie - tata, co ty możesz w tym wieku... nie pozostaje nic innego, jak pokazać, że nie ma rzeczy niemożliwych.

I do it because I can.
I can because I want to.
I want to because you said I couldn't.

Pasją moją, taką na całe życie, było żeglarstwo. Życie jednak lubi płatać figle i przez różne koleje losu dzielę tę pasję na równi z jazdą na rowerze, a zimą na łyżwach, do której, po kilkunastu latach przerwy, zmusiły mnie wnuki.
A na poważnie zacząłem trenować na rowerze we wrześniu 2016 roku w wieku 59 lat. 11 miesięcy później (i 18 kg mniej) wystartowałem w Tour de Pologne dla Amatorów. Wyścig po górkach Bukowiny Tatrzańskiej ukończyłem mieszcząc się w limicie czasowym, choć nie został mi oficjalnie zmierzony czas (?!).


2018 rok to samotna wyprawa rowerowa na Olandię, na którą wyruszyłem z Karlskrony. 6 dni wspaniałej przygody. Już pierwszego dnia straciłem sześć szprych w tylnym kole, a po trzech godzinach padł mi telefon. Założeniem było, że nie biorę map i śpię w namiocie na dziko. Nie znam angielskiego, mówię tylko po niemiecku, dlatego pytając o drogę i słysząc odpowiedź "straight on" (wymówione "strit on")zastanawiałem się o jaką ulicę chodzi. Intensywnie nadrabiam te zaległości językowe.
W sumie przejechałem prawie 460 km, straciłem 18 szprych, zasmakowałem samotnej podróży, spania na dziko i nawadniania się szwedzkim izotonikiem (piwo 2,5%). Poznałem niemieckie małżeństwo, z którym razem przejechaliśmy prawie 60 km.




Wrzesień 2018, to wyścig dookoła Zalewu Sulejowskiego. Nie lubię jazdy przełajowej, ale wiem to dopiero teraz. Zaliczone dwie wywrotki co spowodowało stratę chyba ze trzydzieści pozycji. W sumie 233 miejsce, czas 02:51:36, miejsce 7 według kategorii wiekowej.


Czerwiec 2019. Wymyśliłem sobie fajną trasę. Jadę autem do Gdyni, wsiadam na prom i z Karlskrony przez Danię, Niemcy i Polskę dojadę do Gdyni. Założeniem było pokonanie ok. 100 km dziennie. W sumie przez 14 dni pokonałem 1350 km. W Szwecji i Danii spanie na dziko, ale wynikało ono z rozmieszczenia campingów. Trafiał się albo po 60 kilometrach, albo po 130. Choć raz w Danii spałem na polu namiotowym znalezionym w google, ale poza miastem, w jakimś dzikim miejscu, gdzie poza trawą nie było nic.



Rowerowy Potop, jednodniowy wypad do Szwecji z Filipem. 36 kilometrów po Karlskronie. Zwiedzanie, słońce, deszcz i wspaniały rejs ze Stena Line.


A dalej? A dalej są marzenia... NIestety, bilet na kwiecień do Japonii anulowany. W maju wyścig Gran Fondo w Gdyni (?), a później relaks pod pełnymi żaglami na Zalewie Sulejowskim. Samotnego żeglowania chyba mi nikt nie zabroni.